napisałam sobie na ciele

Maj zaczął się paskudnie i skończył pięknie. Piątego miesiąca roku przybiłam sobie piątkę. Napisałam sobie na ciele w miejscu w którym zrobiłam sobie kiedyś kuku – to minie. Coby pamiętać, że to co mnie dziś przejmuje i zajmuje się skończy. Smutki się rozpłyną, radości też. Błędy i Sukcesy już jutro nie będą tak wielkie jak dziś. Po tej nocy wstanie dzień. Już nigdy nie będę tak młoda jak jestem dziś i przecież nie ma żadnego znowu. Ta sukienka kiedyś będzie za mała, kwiaty przekwitną. Tęcza zaraz zniknie. Jego małe dłonie wyrosną z moich. Teraz mogę sprawić byśmy trzymali się za nie jak najdłużej. Widziałam kiedyś swoją starą dłoń, chyba tuż przed śmiercią, w dłoni dorosłego mężczyzny, chyba mojego syna. To mignięcie szybko minęło, może się kiedyś wydarzy, zanim minę. A zanim – zaplączę wstążkę na kosmyku jego włosów, opowiem parę historii, skorzystam z tego co jeszcze historią nie jest. Zjem na śniadanie  tort, wypiję kawę zanim wystygnie, patrząc jak bawi się klockami. Posprzątam nie teraz. Teraz usłyszę, dotknę, zobaczę, zapamiętam. Pobiegnę zanim… za nim, który jedzie boso na rowerze. Krzyknę brawo, zapłaczę ze wzruszenia i żalu, przecież wiem – “Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija” mówiła mi mama, więc w dzień matki sobie napisałam na sobie – to minie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *