cicho

Cicho na zewnątrz, głośno w środku. Listopad w tym roku był o śmierci. O nieodwiedzonym cmentarzu, niezapalonych światłach. Tylko wiewiórki o poranku zabierające orzechy z rąk mojego syna przynoszą mi tym gestem trochę życia. Patrzę jak walczą ze strachem dbając o siebie. Podziwiam je, robię przeciwnie, nie zbieram zapasu, ostatnio oddaję się strachom nie dbając o siebie. Oddaję. Poddaję się w wątpliwość. Widzę braki. Swoje, jego, mojej matki. Wyobrażenia o tym co mogłoby być rozpuszczają się szybciej niż padający śnieg.

Read More